Blog

Kosmos

Nigdy wcześniej nie widziałam niczego specjalnego czy magicznego w byciu w ciąży, rodzeniu i posiadaniu dzieci. Z początku robiło mi się lekko słabo na myśl, że mam w brzuchu człowieka. Teraz myślę, że to jest kosmicznie niesamowite i dziwne.

Co w tym dziwnego? Po pierwsze: TO SIĘ RUSZA. Początkowo ruchy przypominają bardziej muskanie i masz wrażenie, że w kulce Twojego brzucha znajduje się rybka. To skojarzenie jest tym silniejsze, im bliżej do Wigilii.

Pod koniec czujesz się, jakbyś miała przywiązany z przodu 10-kilogramowy worek ziemniaków (ja akurat przytyłam 15 kg). A w tym worku kot gania mysz. Wersja przez Wielkanocą: szaleją dwa zające. Gonitwy przybierają na sile na przykład wtedy, gdy chcesz się położyć spać. Tamę głupim (lecz cóż, płynącym z ciała!) skojarzeniom kładzie USG. Czarno-białe dzieciątko ssie kciuk - ten widok jest mega słodki. Niestety ciąża nie polega na leżeniu i wpatrywaniu się w obraz USG.
A na czym? Tak z grubsza, to pierwszy trymestr - na przesypianiu nudności i sprawdzaniu czy już widać brzuszek. Drugi - na robieniu zdjęć brzucha i kompletowaniu wyprawki. Trzeci to przeklinanie spadających na ziemię obiektów i szukanie sposobów na wymiganie się od porodu.


- Zanim się pani przyzwyczai do ciąży, to już pani w niej nie będzie - pocieszała mnie pani psycholog. Faktycznie te 9 miesięcy mija tak, jak pójść i wyjeść słodycze z szuflady. Wyjadłam. Teraz powinnam wyobrazić sobie w moim brzuchu chłopca mierzącego około pół metra i obróconego głową w dół, o wadze ponad 3 kg. No, ale mimo lat pracy jako copywriter, nie wyobrażam sobie! "Robisz coś pięknego, tworzysz dziecko" – to chyba najbardziej niesamowite słowa, jakie usłyszałam podczas ciąży ja – pracoholiczka na odwyku. Tworzę? dziwiłam się, patrząc na mówiącego to tatę dziecka. Jak i kiedy to się stało?! Moja koleżanka nawet po urodzeniu córeczki miała wrażenie nierealności. – Wiesz, patrzyłam na nią, jakby była absolutnie doskonałą grafiką komputerową – rozmarzyła się, popijając cieniutką „laktacyjną” kawę. 


Do mojego (a w zasadzie – mojego syna) porodu zostało kilka, może kilkanaście dni. Na razie czuję się jak w wesołym miasteczku: wagonik kolejki wspiął się na gigantyczną górkę i nie ma innej drogi powrotu niż stromy zjazd w dół. AAAAAA!!! Chyba równie dobrze mogłabym próbować przygotować się do lotu w kosmos. A przecież jestem tylko statkiem matką! W wielką kosmiczną podróż wybiera się pewien dzielny maluch. To on z zupełnej ciemności bez grama grawitacji musi przebić się przez atmosferę i wylądować na Ziemi. Uff. Ten to dopiero ma. Trzymajcie za niego kciuki!

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów