Blog

Mamy Waszych dzieci

Zacznę bardzo ryzykownie, bo od herezji: to nieprawda, że matka jest tylko jedna. Tak, wiem, oburzające, ale dla mnie matki są dwie – własna (typ pierwszy, Anna) i matka moich dzieci (typ drugi, też Anna). Ponieważ przez ostatnie lata miałem dużo większa styczność z typem drugim, to właśnie obserwacjami o nim chciałbym się podzielić.

Przede wszystkim – mimo, iż brzmi to bardzo radykalnie – bez matek waszych dzieci nie byłoby waszych dzieci! Nie chcę tu wchodzić szczegółowo w sam proces, bo są to rzeczy dziwne i fantastyczne, ale dosłownie i literalnie – nikt inny na całym świecie nie byłby w stanie tego dokonać.

Znowu nieuchronnie zahaczając o proces – nikt nigdy nie będzie znał Twoich dzieci lepiej, niż matka drugiego typu. To oczywiście jest trochę oszukiwanie, bo oni się po prostu poznają trochę wcześniej, ale fakt pozostaje faktem: taka znajomość nie występuje w innej konfiguracji.


Należy też zrozumieć, że w przeciwieństwie do ojca, matka to strateg i kluczowe działania przez nią podejmowane mają charakter długookresowy. U matki na porządku dziennym jest lektura książek o tematyce rozwojowo-wychowawczej, operowanie sformułowaniami takimi jak „kształtowanie nawyków żywieniowych” oraz pamiętanie, że dziecko należy zgłosić do żłobka pięć lat przed poczęciem. Nie twierdzę oczywiście, że taki sposób myślenia jest zupełnie obcy dla ojców, ale umówmy się – który rozsądny tata zdecyduje się przeglądać metodyki wychowawcze okolicznych przedszkoli, kiedy może wybrać puszeczkę wd-40 i relaksujące (uwaga na tapicerkę) spryskiwanie skrzypiących kółek wózka?

Podsumowując – mamy do czynienia z osobą, która walnie przyczyniła się do tego, że Twoje dziecko wystąpiło w przyrodzie, jest jego najbliższym znajomym, i która najprawdopodobniej dba o jego długookresowe dobro bardziej niż Ty. Wnoszę niniejszym o rozszerzenie Dnia Matki o matki drugiego typu (dowolnych imion, ale szczególnie Anny).

Nadto, w drugim postulacie, zupełnie abstrahując już od porządku typologicznego, wnoszę o zmianę nazwy święta z „dzień matki” na prawidłową „dzień mamy”, bo to słowo zdecydowanie lepiej określa byt magiczny, który potrafi być jednocześnie pierwszą instancją odwoławczą i ostatnią deską ratunku, którego obecność na szkolnym przedstawieniu dodaje +5 do odwagi, i który jak podmucha, to mniej boli. Nie wspominając nawet o tym, że zapach jej pomidorowej na zawsze pozostanie zapachem domu.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów