Szukaj

Teoria i praktyka

Łapserdak, 2 sierpień 2019
Teoria i praktyka

W posiadaniu dziecka niezwykłe jest to, że gdy jesteś już na krawędzi szaleństwa, a na parkiecie zostawiasz rysy od szurania zmęczonym nosem, dostajesz od koleżanki, która urodziła kilka miesięcy wcześniej, pocieszającego smsa. „Wiesz co, wcześniej to był miesiąc miodowy, teraz jest dopiero horror”. Jej mała już pełza, jada z podłogi i wszystko wymusza płaczem. Ups…Wygląda na to, że powiedzonko „nigdy nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej” wymyślił jakiś rodzic. Ale zaraz…czy ja użyłam niezbyt poprawnego określenia „posiadanie dziecka”?! Pomimo studiów pedagogicznych i przekonania o swoim głębokim humanizmie? Sypię głowę popiołem i od razu zamawiam w sklepie internetowym dwa worki sadzy na przyszłość, bo czuję, że dopiero wchodzę w fazę rozdźwięku między teorią i praktyką.

Brak czasu wspiera automatyzm reakcji i najgłębiej zakorzenione nawyki. Mówię np. do dziecka „czemu płakisz? No nie płakuj mi tu”. Pomimo, że wiem, iż nie należy zabraniać dzieciom płaczu, bo mają swoje powody do darcia słodkich gąbek. – Czy Ty nie mówiłaś, że nie będziesz publicznie karmić piersią? – pyta mnie przyjaciółka w chwili, kiedy zabieram się za karmienie w parku. Ano mówiłam. Bo nie wiedziałam, jak to jest! Chcecie wiedzieć, jak?

Wracacie od lekarza, z urzędu, skądkolwiek. I z powodu głupiego korka, czas karmienia wypada… na środku wielkiego ronda. Nie ma nic tylko beton i przystanki! Dziecko krzyczy, wiatr duje, a do domu macie 20 minut autobusem. Nie macie smoczka, a zresztą nawet gdyby był to zostanie wypluty, bo dzidziuś jest jednym wielkim czerwonym krzyczącym głodem. Wskazówki zegarka pokazują 18.00, a zatem wszystkie trzy sterylne butelki z przegotowaną wodą już dawno zostały zaciumkane i stały się koloniami bakterii. Co zrobicie? Ja rzucam się to w te, to wewte po pasach. Koło Wisły nas zawieje na śmierć, Manggha – nie wiem, czy jest czynna i do której? Knajpa? Gdzie? Za ile? Rozkładam się w końcu na jakimś dekorującym przestrzeń architektonicznym klocku i zasłaniając się od wiatru pieluszką ROBIĘ TO. Nasza pozycja to istne Crique de Soleil, a wokół pędzą auta. Staram się osłonić ciepłego małego kluska przed całym złem tego świata. I tak to właśnie wygląda.

– Zazdroszczę pani karmienia piersią – mówi do mnie cicho kobieta, którą z zazdrością obserwowałam od dłuższej chwili, siedząc w przychodni. Ponieważ rozpłakało jej się malutkie jak laleczka dziecko, buja je w swoich eleganckich ramionach, okrytych beżową narzutką. Spod białej wyprasowanej sukienki wystają smukłe nogi na wysokiej platformie. – Podziwiam kobiety, które mają małe dzieci i makijaż – odpowiadam, kątem oka doceniając też zgrabny wózek z torbą na rzeczy, z której nie wysypują się niemowlęce ciuszki i pieluszki. – Och to tylko dziś – wzrusza ramionami kobieta. - Ogólnie to nic nie śpię, bo co chwilę odciągam pokarm, trwa to jednorazowo pół godziny, sterylizuję butelki, przewijam, piorę śpioszki...jestem wrakiem człowieka – żali się, smutno zamiatając oczy pomalowanymi rzęsami. Ach, czyli to była tylko piękna fasada… Zrobiło mi się jej żal. – Nie ma co zazdrościć, ja też dokarmiam butelką – pocieszam ją. - Ale niech się pani nie martwi – mówię. - Ja już więcej śpię. Z czasem jest…no, po prostu…NAPRAWDĘ LEPIEJ! :)

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów